Chairperson: marta@window-of-life.org Coordinator of the scholarship program: monika@window-of-life.org

plende

Aktualności

13 stycznia 2015

[15.03.2013] W dzisiejszym newsletterze będzie o tym, co zwyczajne i codzienne w każdym domu. Będzie o praniu, gotowaniu, zajmowaniu się dzieciakami, o śpiewie, tańcu, radości, uśmiechach, drobnych kłótniach, wybrykach, gniewie i płaczu. Będzie o codzienności w naszym domu w Masindi...

Poranek

Dzień w Window of Life zaczyna się zazwyczaj ok. godz. 6, gdy na dworze jest jeszcze kompletnie ciemno. Budzi się wówczas Franek (1 roczek), niekoniecznie w dobrym humorze, który domaga się uwagi i butelki mleka. Mniej więcej w tym samym czasie starsi chłopcy David (8 lat) i William (7 lat) zbierają się z łóżek. Po śniadaniu ok. godz. 7, zaraz po wschodzie słońca, chłopcy wyruszają do szkoły, w której spędzą kolejne 10 godzin.

Wówczas budzą się również pozostałe dzieciaki: Sabrinka (2 lata), Fortunka (1,5 roku), Sadhat (1,5 roku), Robert (4 miesiące), Joshua (1,5 roku) i Jerome zwany Czajną (3 miesiące). Najdłużej śpią Fortunka i Sadhat, ale tylko dlatego, że oni najwięcej energii mają wieczorami, aby łobuzować i przeciągać w nieskończoność ciszę nocną. Po przebudzeniu dzieciaki wskakują pod zimno-letni prysznic zamontowany na naszym podwórku, po czym następuje jeden z najspokojniejszych momentów dnia: nocnikowanie.


 

Cały rządek dzieci na nocnikach. Oczywiście w odpowiedniej odległości od siebie, aby Fortunka nie dała rady nikogo ugryźć, a Sadhat pchnąć w niewłaściwym kierunku... tak, mamy niezłe łobuzy wśród nas!

Saskia, nasza wolontariuszka, wykorzystuje ten spokojny czas nocnikowania i zajmuje dzieciaki śpiewaniem i klaskaniem. Nawet najczęściej płaczące dziecko w naszym domu – Franek – na nocniku ma ogromny uśmiech i klaszcze w rączki bez przerwy. Podobnie Joshua, wciąż przyzwyczajający się do naszego domu i badający otoczenie (jest z nami od zaledwie dwóch miesięcy), podczas tych zabaw cieszy się z każdej nowej piosenki i bardzo aktywnie uczestniczy
w ich odtwarzaniu.

W tym czasie ciocie wykorzystują skupienie dzieciaków i przygotowują śniadanie, które najczęściej składa się z kaszki z lokalnej mąki lub chapatti (są te ugandyjskie naleśniki z wody i mąki, które są przepyszne w każdej postaci!) i szklanki mleka. Zaraz po śniadaniu, jedna z cioć zabiera się za przygotowywanie obiadu, podczas gdy druga sprząta, zmywa naczynia i ogarnia dom.

Natomiast nasza wolontariuszka Saskia zajmuje się dzieciakami. Uczy je piosenek, słychać śpiewy i klaskanie, układa z nimi klocki lub wymyśla nowe gry i zabawy. Jeśli ktoś z Was zna ciekawe sposoby na zajęcie 1-2 latków, czekamy na propozycje!!!


Południe

Obiad, kąpiel i ok. 2 godziny przerwy – tak wyobrażamy sobie idealne południe. W rzeczywistości wciąż trudno nam o trwałą strukturę, która rusz po rusz lega w gruzach. Ale jak to mawia Maria: „Women in Window of Life – always try and sometimes fail, but never fail to try!”. Myślę, że to bardzo dobrze oddaje nasze starania w domu, choć często nie wychodzi tak, jak byśmy sobie tego życzyły, staramy się być niezależne i budujemy, instalujemy, remontujemy... Efekty są różne!!! 

Późne popołudnie/ Wieczór

Chłopcy wracają ok. 17:30, jedzą obiad, odrabiają zadania domowe, bawią się z dzieciakami, czyszczą plecaki i buty z afrykańskiego, czerwonego kurzu. Później jest już tylko czas na kąpiel i pójście do łóżka. W ciągu tygodnia czasu na zabawę lub dodatkowe zajęcia jest naprawdę niewiele. Ale za to w każdy piątek chłopcy mają wieczór filmowy, a podczas weekendów w towarzystwie wolontariuszki: rower, piłka nożna, wyprawa do miasta, czy też tańce i śpiewy! Chłopcy mają bardzo dużo energii, ale widzę, że przydałby im się starszy brat – wolontariusz, który nauczyłby ich budować, ciąć, naprawiać rower itp. Złote rączki z Polski naprawdę mile widziane!!!



13 stycznia 2015

[01.08.2013] Z bólem w sercu pragnę Was poinformować, że we wtorek, 30-stego lipca o 8.30 po nocy spędzonej w szpitalu z naszym najmłodszym dzieckiem Innocentem, nasze nadzieje na jego powrót do zdrowia umarły wraz z nim. Nie zdążyłam Wam o nim opowiedzieć, a już odszedł. Innocent został znaleziony w latrynie jako noworodek 26-stego czerwca 2013 r. Po 14 godzinach wysiłku policja i sąsiedzi wyciągnęli żywe, choć osłabione dziecko i przekazali Marii. Od tego czasu Innocent był dzieckiem Window of Life. Matka Innocenta została znaleziona tego samego dnia i dziś już wiemy, że wyszła z aresztu i ma odbyć kilka miesięcy pracy socjalnej. Innocent był słabiutki od samego początku, ale nigdy nie przestaliśmy wierzyć, że przetrwa ten najtrudniejszy okres. Mimo że miał już miesiąc nie przybierał znacząco na wadze i wciąż był poniżej 2 kg. Po konsultacji z lekarzem udaliśmy się do szpitala, wierząc że Innocent nabierze sił. Całą noc miałam go w ramionach, spał dobrze, otworzył oczka po raz pierwszy na dłużej od momentu przyjścia na świat i pokazałam mu co wokół niego. Gdy o 8 zmieniłyśmy się z Marią, Innocent zmarł w jej ramionach. Chyba czekał na nią.




8 lutego 2013

[27.07.2012] Od ponad miesiąca bracia William (6 lat) i Dennis (10 lat) mieszkają w domu w Masindi, z Marią, ciociami i resztą dzieciaczków. William i Dennis nigdy nie chodzili do szkoły, tak więc podobnie jak David musieli rozpocząć swą edukację na poziomie średniaków w przedszkolu. Nie da się tego przeskoczyć, gdyż w Ugandzie podstawowa edukacja (nauka czytania, pisania, liczenia, nazywania barw, itp.) zaczyna się właśnie już u trzylatków.  

Niestety cała nasza trójka dużych chłopaków siedzi w klasie z takimi małymi brzdącami i nie jesteśmy w stanie w tym roku tego zmienić, bo chłopcy naprawdę mało umieją. Dodatkowo nie mówią po angielsku, więc sprawa ze szkołą się komplikuje. Trzeba na wszystko jednak pozytywnie patrzeć: chłopcy chodzą do szkoły!

 A kto im w tej szkole pomaga?

Nasza pierwsza wolontariuszka Dorota Goćwin od połowy lipca jest na miejscu w Masindi. Swą wiedzą i doświadczeniem medycznym wspiera Marię w codziennych kwestiach dotyczących pierwszej pomocy, odżywiania, profilaktyki zdrowotnej. Poza tym Dorota odbywa praktyki w lokalnym szpitalu publicznym w Masindi, a popołudniami uczy naszych chłopców angielskiego, liczenia, czytania, pisania, itd. Oj dzieje się dzieje!

8 lutego 2013

[20.10.2012] Często zastanawiamy się bardzo długo nad dobrym pomysłem na prezent, chcemy być kreatywni, nie kupować kolejnych par skarpetek czy czekoladek, a przy tym zależy nam na sprawieniu komuś radości!

W Window of Life istnieje możliwość zaradzenia tym problemom! Zamiast głowić się nad kolejnym prezentem, można zasponsorowaćnaszym dzieciom wycieczkę do parku narodowego czy też worek ryżu.

Pociechy odwdzięczą się ręcznie malowaną kartką z życzeniami, która zostanie wysłana prosto do obdarowywanego.

Zapraszamy do zapoznania się z listą prezentów!!!

8 lutego 2013

[10.06.2012] W naszym domu już nie tylko malutkie brzdące znajdują schronienie. 6-letni William i 10-letni Dennis są braćmi, których mama zostawiła kilka tygodni temu w obawie przed swym mężem. Uciekła z małą córeczką, ale chłopców nie wzięła ze sobą.

Jak widzicie dom się rozrasta i potrzebujemy regularnego wsparcia. Mam nadzieję, że możemy na Was liczyć!

korzystanie ze strony oznacza zgodę na pliki cookies - więcej informacji: pollityka prywatności

akceptuję